Ale niesławny finał serii to już materiał na zupełnie inny wpis.
Z górnej półki
poniedziałek, 23 maja 2011
A jednak żyje - trylogia [4/10]
Ale niesławny finał serii to już materiał na zupełnie inny wpis.
niedziela, 8 maja 2011
Zakochana złośnica [4/10]
Sam film jest jednak zaskakująco niezgrabny, płynący na opadającej już wtedy fali post-Luhrmannowskich uwspółcześnień Szekspira, a jednocześnie niepotrafiący konsekwentnie go zinterpretować. Farsa to czy pean? Sprawę rozjaśnia sam reżyser, który w dokumencie o powstawaniu swojego pełnometrażowego debiutu przyznaje z rozbrajającą szczerością: "Kupiłem sześć książek o kręceniu filmów i przeczytałem je od deski do deski.". Szczęśliwie, dzisiaj kręci głównie seriale.
O wydaniu dvd
sobota, 7 maja 2011
Sześć dni, siedem nocy [6/10]
Przyjemnie cnotliwa komedyjka Reitmana z jednej strony przywodzi więc na myśl staromodne hollywoodzkie klasyki, ale już z drugiej jest bardziej wyzwolona od większości komedii współczesnych (dodajmy, że chodzi o te szablonowe, studyjne produkcje, a nie np. o filmy Apatowa).
Można tu usłyszeć "Fuck you!", pomimo ograniczenia wiekowego PG-13, morscy piraci (ależ trio: Temuera Morrison, Cliff Curtis i Danny Trejo) nie tylko groźnie wyglądają, ale też mordują bez litości, a jedną z najbardziej zapadających w pamięci scen jest ta, w której Ford wyjmuje z ciasnych i przemoczonych spodenek Heche... jadowitego węża. "Lepiej, żebym nie widziała jak się uśmiechasz" - mówi nieco zawstydzona, ale bynajmniej nieodczuwająca fizycznego dyskomfortu bohaterka.
Cóż, nie ma to jak oldschoolowy seks!
O wydaniu dvd
środa, 27 kwietnia 2011
Prawda przeciw prawdzie [6/10]
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Fortepian [9/10]
Czyżby najbardziej feministyczny film wszech czasów? Tylko pomyślcie: fortepian, symbol kultury i cywilizacji, trafia do dzikiej puszczy, prymitywnego świata, w którym rządzą pierwotne, męskie instynkty. Wraz z nim "zesłana" zostaje tam kobieta, niema z... wyboru, jako jedyna potrafiąca zaklęty instrument ujarzmić. Trudno o manifest płci bardziej wymowny.
Ada, bo tak ma na imię bohaterka, z brukowanej Europy trafia do zapomnianego "nowego" świata, gdzie życie toczy się leniwie pośród deszczu i błota. Campion wielokrotnie podkreśla tę nieprzyjazną topografię, pokazując grzęznące w brudnej brei buty bohaterki - kraina, w której się znalazła, pożąda jej, chce na własność, krępuje ruchy.
Racje Ady tracą na znaczeniu. Warunki dyktuje jej dwóch mężczyzn, z których żaden nie potrafi słuchać. Ten pierwszy, dla którego przybyła, okazuje się apodyktycznym frustratem, drugi zaś pod pretekstem fascynacji nieznanym instrumentem, uwodzi i pożąda. I tak źle, i tak niedobrze.
Reżyserka usiłuje nas wprawdzie przekonać, iż drugi z mężczyzn jest cierpliwym adoratorem i czułym kochankiem, ale on także - mimo szczerych intencji (którym bohaterka w końcu ulega) - nie dostrzega potrzeby niezależności Ady. Jej milczenie można w tym kontekście rozpatrywać jako swego rodzaju świadomą od początku do końca deklarację, ale też jedyną, dość paradoksalną pozostałość autonomii, której fortepian - zależny od innych, przechodzący z rąk do rąk - nie jest jej już w stanie zapewnić.
Wszystko w życiu kosztuje. Także miłość i namiętność. Jak podpowiada zakończenie, ta niezależność, autonomia bohaterki na zawsze zostają gdzieś na dnie oceanu, przytroczone do spoczywającego tam instrumentu.
Wydana nakładem Optimum dwupłytówka to przeszło cztery godziny dodatków. Zadowoleni będą przede wszystkim fani Campion, która dostaje możliwość omówienia swego filmu w dołączonym do niego komentarzu (wraz z producentką Jan Chapman) i godzinnym wywiadzie. Trochę tu konkretu, mało wspomnień z realizacji filmu, dużo lania wody, ogólników, niezwiązanych z filmem odczuć. Osobne rozmowy przeprowadzono także z Chapman i kompozytorem Michaelem Nymanem, którzy dla odmiany rzucają na "Fortepian" całkiem ciekawe światło. Dopełnieniem całości jest zdecydowanie zbyt króki, 15-minutowy making of. Jest więc naprawdę nieźle, ale zdecydowanie brakuje szerszej perspektywy.
Info: 2006, Optimum
czwartek, 21 kwietnia 2011
Buffalo Soldiers [6/10]
Komedia wojskowa Jordana dorobiła się w tym czasie aury tworu kontrowersyjnego, niepokornego, wręcz kultowego. Jakież było moje rozczarowanie, gdy "Buffalo..." okazali się średnio wyrafinowanym spadkobiercą czarnego humoru spod znaku Guya Ritchiego...
Jordan nie jest niestety tej klasy rzemieślnikiem, co dość bezpośrednio przekłada się na szereg słabo zainscenizowanych i poprowadzonych scen. Bywa zabawnie, ale sprytu w tym niewiele. Żołnierze przemycają, ćpają, demolują, nawet się zabijają, ale wszystko to zarysowane jest kreską swobodną, komiksową. Prowokacji tu niewiele. Całość ciągną głównie aktorzy, na czele z bezczelnym Phoenixem i grającym iście coenowskiego idiotę Edem Harrisem. Swoje pięć minut mają też Scott Glenn i Anna Paquin. Dla nich, przede wszystkim, warto.
środa, 20 kwietnia 2011
W matni [4/10]
Z cyklu: wspomnienia z młodości. Znacie opinię, że "Przerwana lekcja muzyki" to dziewczęca wersja "Lotu nad kukułczym gniazdem"? Idąc tym tropem, "W matni" można czytać jako dziewczęce "Midnight Express". I nie będzie w tym cienia przesady. To nieco już leciwy film, nakręcony w roku 1999, czasach kiedy to Claire Danes była ładniejsza od Kate Beckinsale (dacie wiarę?). Jonathan Kaplan, będąc u kresu swojej reżyserskiej kariery (przynajmniej jeśli chodzi o produkcje kinowe), zrealizował jedną z wielu przygodowych bajeczek ku przestrodze amerykańskiej młodzieży, jakie wypełniały wówczas mainstream.
Pod kątem realizacji "W matni" niczym się nie różni od "Niebiańskiej plaży" - ilustracyjne pioseneczki przeplatają się tu z "nieprzyjemnościami" (karaluchy, fu! niewygodne materace, oj!) niecywilizowanego świata, a upodlone bohaterki zawsze są pierwszej świeżości.
Tu, w przeciwieństwie do "Midnight...", złapane na przemycie sporej ilości narkotyków bohaterki są niewinne. I to w zasadzie ustawia całą opowieść. Jednowymiarowość racji pozbawia film właściwego ciężaru podjętej tematyki. Dziewczynom wolność się należy, kropka. Ale żaden to głos w sprawie korupcji i dysfukcyjności prawa gdzieś na krawędzi świata, a jedynie infantylna, melodramatyczna opowiastka, w której główny złoczyńca posługuje się... anagramem swojego nazwiska, a odkupienie można uzyskać odświętną przemową przed miłościwym władcą.
Sporo tu umowności, sporo banału. Całość jest gładka, schludna, oklejona trochę zapomnianymi już przebojami Sary McLachlan i Sary Brightman, w sam raz na wiosenne wspominki (widziałem to w kinie, w kwietniu 2000 roku, yay!). Wtedy, jak miałem 15 lat, nawet mi się podobało.
O wydaniu dvd
Film wydany także w Polsce, pozbawiony dodatków, technicznie poprawny.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Operacja Mutant [5/10]
O wydaniu dvd
W Polsce nigdy nie wydana, na zachodzie "Operacja..." przez jakiś czas nie mogła doczekać się dobrej jakościowo edycji. Tymczasem wypuszczona przed paroma laty wersja Metrodome ma usprawniony obraz panoramiczny, pięciokanałowy dźwięk i nie posiada żadnych cięć cenzorskich. W dodatkach znajduje się całkiem zajmujący dokument o realizacji, nakręcony wprawdzie dawno temu dla lokalnej telewizji, ale zaskakująco szczery i... zabawny.
niedziela, 23 stycznia 2011
Czarny łabędź (2010) **
Akcentowane niemal od samego początku lustrzane odbicia, w których bohaterka Aronofsky’ego pojawia się najpierw mimochodem, jakby od niechcenia, by ostatecznie szukać tam własnej (nie)poczytalności, mają być niejako podpowiedzią, że oto przed nami zmaterializowana obsesja – chorobliwe dążenie do perfekcji, które zaowocowało rozpadem ciała i umysłu. Że wszystko to nie dzieje się naprawdę. To obłęd, szatański fantazmat, psychoza wyciągająca swe macki z ponurego lustra, miejsca, w którym rodzą się demony.
Podobnie jak choćby we "Wstręcie" Polańskiego, Aronofsky szuka prawdy o swojej bohaterce właśnie "po drugiej stronie". Częściej pokazuje nam jej odbicie w szklanych taflach, niż ją samą przed nimi stojącą. Czy prawda tkwi właśnie tam? Lustereczko, powiedz przecie, któż szalony jest w tym świecie…? Jeśli tak, jeśli prawda Aronofsky’ego ma być bezlitosna, jeśli niczym lustrzane odbicie akcentować ma obłęd bohaterki uwięzionej we własnej, upiornej fantazji, film ów traktować winniśmy z tą samą powagą, co "Zapaśnika", który konfrontując bohatera z jego obsesjami, opowiadał w gruncie rzeczy podobną historię.
Werdykt jest natychmiastowy. Obrysowany realistyczną kreską zapaśniczy komiks wygrywa przez nokaut z przysadzistym portretem baletnicy wznoszącym się na łabędzich, a zatem lichych i do lotu nieprzystosowanych, skrzydłach. Takie życie. Czasem lepiej dać w ryj, niż kręcić piruety.
czwartek, 20 stycznia 2011
Niebrzydkie kaczątko. O Natalie Portman

wtorek, 11 stycznia 2011
Konkurs na Blog Roku 2010!

poniedziałek, 10 stycznia 2011
David chce odlecieć, Turysta, Fighter i inne...

środa, 5 stycznia 2011
Filmowi Dziennikarze Roku 2010

niedziela, 2 stycznia 2011
Prawdziwe męstwo (2010) ****

piątek, 31 grudnia 2010
Najlepsze filmy 2010 roku - festiwale

Kilka postów niżej znajdziecie moje podsumowanie mijającego roku w polskich kinach. 15 tytułów, które uważam za najwartościowsze. Ale... No właśnie, gdybym miał sporządzić listę filmów, które w całym mijającym roku podobały mi się najbardziej, z tamtej piętnastki podkradłbym może 6-7 pozycji. Najlepszych filmów nie było mi bowiem dane obejrzeć w polskich kinach. Zaliczałem je na kolejnych festiwalach, zamkniętych pokazach, czasem przed telewizorem. Część z nich nie doczeka się w Polsce oficjalnej dystrybucji, część obejrzymy pewnie za kilka-kilkanaście miesięcy. Korzystając z okazji, chciałbym Wam polecić te najlepsze, najciekawsze. Lub po prostu - moje ulubione.
Poniżej rzeczona dwudziestka. Tam, gdzie można kliknąć w link, znajdują się recenzje.
1. Blue Valentine (reż. Derek Cianfrance)
2. Wtorek, po świętach (reż. Radu Muntean)
3. Somewhere (reż. Sofia Coppola)
4. Poezja (reż. Lee Chang-dong)
5. Kolejny rok (reż. Mike Leigh)
6. The Loved Ones (reż. Sean Byrne)
7. Łagodny potwór - projekt Frankenstein (reż. Kornel Mundruczó)
8. Scott Pilgrim kontra świat (reż. Edgar Wright)
9. Hanyo (reż. Im Sang-Soo)
10. Potwory (reż. Gareth Edwards)
11. Post Mortem (reż. Pablo Larrain)
12. Ucieknijmy od niej (reż. Marcin Koszałka)
13. Attenberg (reż. Athina Tsangari)
14. Cold Fish (reż. Sion Sono)
15. Meek's Cutoff (reż. Kelly Reichardt)
16. Wściekłość (reż. Takeshi Kitano)
17. Życie z wojną w tle (reż. Todd Solondz)
18. Miasto złodziei (reż. Ben Affleck)
19. 13 Assassins (reż. Takashi Miike)
20. Made in Poland (reż. Przemysław Wojcieszek)
czwartek, 30 grudnia 2010
[blu-ray] Obcy Antologia (1979-97) *****

środa, 29 grudnia 2010
Centurion, Narnia 3 i inne...
wtorek, 28 grudnia 2010
15 najlepszych filmów w polskich kinach w 2010 roku

Jak zwykle jesteśmy spóźnieni w stosunku do reszty świata. Premiery "Czarnego łabędzia", "127 godzin", "Prawdziwego męstwa" i wielu, wielu innych gorących tytułów dopiero przed nami. Nie znaczy to, że ten rok był stracony. Poniżej skromny wycinek z TOP 15 najlepszych filmów, jakie w mijającym roku mieliśmy okazję obejrzeć na ekranach naszych kina.
"(...) 12. Wyjście przez sklep z pamiątkami (reż. Banksy)
Wspaniała prowokacja, która spycha wyczyny Saschy Barona Cohena do roli prostackich pamfletów. Film Banksy'ego, popularnego twórcy sztuki ulicznej, to wymierzone w nas zwierciadło dowodzące, że o sztuce w gruncie rzeczy nie mamy pojęcia. Ba, nie rozpoznalibyśmy jej, nawet gdyby ugryzła nas, za przeproszeniem, w dupę. Bezpretensjonalne, świeże kino. (...)"
Całe zestawienie znajdziecie TUTAJ.
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Tron: Dziedzictwo (2010) **

"(...) Bohaterowie Kosinskiego bełkoczą swe quasi-polityczne manifesty z taką powagą, jakby naprawdę zagrażała nam inwazja cyberarmii w fosforyzujących kaskach. Z jednej strony ojciec głównego bohatera, Kevin Flynn, który - jak się dowiadujemy - przed laty uwięziony został w Sieci i nigdy z niej nie powrócił. Grający go Jeff Bridges przypomina hipisowskiego mistrza Zen na wygnaniu - przechadza się w swej białej szacie fetyszyzując przeterminowane filozofie. Z drugiej - Clu, program przez niego stworzony, tyran o totalitarnych zapędach, a jednocześnie dość bezbarwny archetyp wszystkich łotrów, którzy kiedykolwiek marzyli o podboju (wszech)świata. Jego również gra Jeff Bridges - odmłodzony o trzy dekady, powściągliwy, karykaturalny w swych egotycznych działaniach. Jeśli dodać, że Bridges wciela się też we Flynna A.D. 1989... cóż, robi się tłoczno. (...)"
Całość TUTAJ.
czwartek, 23 grudnia 2010
20 najlepszych wydań DVD/Blu-ray roku 2010
"(...) W zeszłorocznym podsumowaniu pisałem, że dystrybutorzy w końcu zaczynają dostrzegać potrzeby kolekcjonerów - wydają filmy w ciekawych edycjach, sięgają po zapomniane tytuły, przypominają klasyki, stawiają na jakość. Cóż, w tym roku nie mógłbym już tego powtórzyć. Zebranie 30 wartościowych wydań okazało się na dobrą sprawę niemożliwe. Ostatnich 10 miejsc wypadałoby wtedy wypełnić tytułami, których jakość wydawnicza stanowi minimalny standard, nie zaś powód do zachwytu. Dlatego tym razem zestawienie kończy się na pozycji dwudziestej. (...)"
Listę i resztę artykułu znajdziecie TUTAJ.
piątek, 17 grudnia 2010
Oczy bez twarzy (1960) ****
| O FILMIE |
| (Les yeux sans visage) 1960, Francja/Włochy. Thriller/horror/dramat. 88' Reżyseria: Georges Franju. Scenariusz: Pierre Boileau, Thomas Narcejac, Jean Redon, Claude Sautet. Obsada: Pierre Brasseur, Alida Valli, Juliette Mayniel, Edith Scob. Zdjęcia: Eugen Schufftan. Muzyka: Maurice Jarre. |
Dziś "Oczy bez twarzy" są dla francuskiego horroru tym, czym dla horroru amerykańskiego "Psychoza" Hitchocka, a dla brytyjskiego "Podglądacz" Powella (co ciekawe, wszystkie trzy filmy powstały w tym samym roku) - nowym rozdziałem, początkiem ery kina bezpardonowego, ukierunkowaniem na zło płynące bezpośrednio z człowieka. Z tą różnicą, że na filmie Franju nikt się swego czasu nie poznał. Dość powiedzieć, że jeden z nielicznych francuskich krytyków, którzy wystawili "Oczom..." pozytywną opinię, o mało nie stracił z tego powodu posady. To zresztą zrozumiałe - zawsze baliśmy się tego, co inne, niepojęte, a jednocześnie przyziemne i namacalne. W kraju, w którym poziom filmowej dosadności wyznaczał wówczas kryminał Henriego-Georgesa Clouzota "Widmo", a wszystkie oczy śledziły poczynania nowofalowców, film tak bezwstydnie odwołujący się do klasycznych form narracyjnych, a jednocześnie niespętany psychosomatycznymi lękami, z miejsca skazany był na ostracyzm.
Zupełnie bezpodstawnie. Jeśli "Oczy bez twarzy" wyróżniają się czymś na tle "Psychozy" i "Podglądacza", to tym, że są filmem w gruncie rzeczy empatycznym. Franju nie kładzie akcentu na atrakcyjnej postaci impulsywnego psychopaty, nie stara się przeniknąć jego duszy. U niego w centrum zainteresowania pozostaje ofiara - córka chirurga plastycznego, której twarz uległa oszpeceniu w straszliwym wypadku. Owładnięty obsesją ojciec usiłuje jej to za wszelką cenę wynagrodzić - porywa młode dziewczęta, operuje, a ściągniętą z ich twarzy skórę próbuje przeszczepić córce. Bez powodzenia. Dramat dziewczyny jest podwójny - jej szczęście (czyt. społeczna akceptacja) uzależnione jest od niedoli innych (na co do pewnego momentu się godzi), podczas gdy ona sama pozostaje bezwładną marionetką w rękach egoistycznego perfekcjonisty szukającego zbawienia (to on kierował autem, gdy doszło do wypadku).
W innych rękach fabuła literackiego pierwowzoru Redona najpewniej zasiliłaby szeregi typowej hollywoodzkiej pulpy, z dogorywającym Belą Lugosim lub Borisem Karloffem w roli szalonego doktora. Ale Franju, choć nigdy nie krył inspiracji kinem gatunków, cierpienia innych nie zwykł traktować jako instrumentu niezbędnego do osiągania banalnych kulminacji. Wystarczy przyjrzeć się jego filmografii - bohaterem jego poprzedniego filmu, pełnometrażowego debiutu "Głową o mur", był młody chłopak przymusowo osadzony w szpitalu psychiatrycznym, a sporej popularności przysporzył mu swego czasu wstrząsający 20-minutowy dokument "Krew bestii", wypełniony obrazami mordowanych w paryskiej rzeźni zwierząt i... dzieci bawiących się na placach zabaw. Dokumentalistyczny sznyt nigdy go zresztą nie opuścił - "Oczy bez twarzy" tyleż traktować można jako fantazyjne kino grozy (na myśl przychodzą dokonania Pabsta czy Langa), co realistyczny, zatopiony w odniesieniach do europejskiej ówczesności traktat o niegodziwości ludzkiej natury.
Czy doktor Genessier i jego zbrodnicze metody to upiorne wspomnienie oświęcimskich praktyk Josefa Mengele? Czy obojętność z jaką chowa on w rodzinnej krypcie obcą dziewczynę w miejsce swojej córki nie jest komentarzem do bierności względem okrucieństw hitleryzmu? Jedno jest pewne. Mimo, iż w odróżnieniu od wspomnianych filmów Hitchcocka i Powella, "Oczy bez twarzy" operują dość powierzchowną psychologią, Franju udaje się osiągnąć to, do czego osławione dzieła jego kolegów nigdy nie dorosły - zdemitologizować, obnażyć filmowe zło, ukazując je z chłodnej, przyziemnej, ale i zwyczajnie mało pociągającej perspektywy. Pozostający w centrum tamtych opowieści Norman Bates i Mark Lewis fascynowali swym wyrafinowanym odczłowieczeniem, bo na ekranie nie mieli właściwej przeciwwagi. Potęgujący cierpienie swej córki doktor Genessier budzi w tym kontekście już tylko odrazę.
| WYDANIE DVD |
| (Criterion Spine #260) 2004, Criterion Obraz: 1.66:1 Dźwięk: francuski 1.0 Napisy: angielskie Dodatki: Blood of the Beasts (Le Sang des bêtes), Georges Franju’s 1949 short documentary about the slaughterhouses of Paris; Archival interviews with Franju on horror, cinema, and the making of Blood of the Beasts; Excerpt from Les Grands-pères du crime, a documentary featuring Eyes Without a Face writers Pierre Boileau and Thomas Narcejac (Diabolique, Vertigo); Theatrical trailers; Stills gallery of rare production photos and promotional material; New essays by novelist Patrick McGrath and writer and film historian David Kalat Dostępność w Polsce: Nie |
W Polsce oczywiście nie do kupienia.
czwartek, 9 grudnia 2010
Nowe recenzje dvd/blu-ray

[dvd] Znudzony na śmierć - sezon 1 (2009) - serial **** ; wydanie ***
"(...) "Znudzony na śmierć" to zaskakująca skarbnica filmowych fantazji, z których największa - spełnione marzenie Woody'ego Allena o zostaniu prywatnym detektywem - pozwala nam uwierzyć, że tą zmitologizowaną przez czarne kryminały profesją mógłby się zajmować każdy z nas. Wystarczy tylko impuls. Tyle przynajmniej potrzebował główny bohater serialu, Jonathan Ames, by zamieścić ogłoszenie na jednym z internetowych portali. Owszem, to nielegalne i niebezpieczne, a jemu daleko do filmowych asów, ale ileż zdrowej satysfakcji i ekscytacji potrafi przynieść! Zwłaszcza komuś tak znudzonemu swymi niepowodzeniami, jak Ames. (...)"
(...)
Pośród dodatków kilka użytecznych drobiazgów. Najciekawsze są oczywiście komentarze do wybranych odcinków - pierwszego, trzeciego, szóstego i ósmego. W nagrywaniu każdego z nich brali udział Jason Schwartzman i Jonathan Ames, dodatkowo w każdym towarzyszył im reżyser danego odcinka, z wyjątkiem ostatniego, gdzie trio uzupełnił Ted Danson. Łącznie są to prawie dwie godziny nagrań - ciekawych, może nie dogłębnych, ale z całą pewnością obfitujących w informacje i anegdoty z planu. Ames i Schwartzman chętnie zresztą żartują, co szybko udziela się ich gościom i samo w sobie wprowadza atmosferę rozluźnienia - nie czujemy się jak na nudnym wykładzie. (...)"
[blu] Pacyfik (2010) - serial **** ; wydanie ****
[dvd] The Runaways. Prawdziwa historia (2010) - film *** ; wydanie *
[dvd] Zawrócony (1994) - film **** ; wydanie *
[blu] Fantazja (1940) - film **** ; wydanie ***
[dvd] Jutro będzie futro (2010) - film ** ; wydanie **
sobota, 27 listopada 2010
John Carpenter, vol. 1 (1974-1979)
Ciemna gwiazda (1974) ***
Atak na posternek 13 (1976) ***
Ktoś mnie obserwuje (1978) ***
Halloween (1978) ****
Elvis (1979) ***
O FILMACH
Nakręcone w tym samym roku "Halloween" to już prawdziwy kamień milowy - zarówno w karierze Carpentera, jak i samym gatunku, który doczekał się tym samym amerykańskiego odpowiednika giallo - slashera. Sam reżyser przyznaje się zresztą do szerokich inspiracji włoską konwencją, podkreślając m.in. że popularny motyw muzyczny do swego filmu oparł na "Suspirii" Argento. Film, za przeszło 300 tysięcy dolarów (co było kwotą i tak skromną) wyprodukowano niezależnie (producentów, podobnie jak wcześniej Warnera, przyciągnął sukces "Ataku na posterunek...", ale i zaangażowanie w projekt samego Carpentera, który swej wielkiej szansy postanowił nie zmarnować), co rychło pociągnęło za sobie jeszcze tańsze naśladownictwa, z których bodajże najgłośniejszym pozostaje "Piątek trzynastego". Zanim wysiłek włożony w "Halloween" się ostatecznie zwrócił (wpływy powyżej 60 milionów dolarów), Carpenter wyreżyserował jeszcze jeden film telewizyjny - biografię Elvisa Presleya, która pozostaje bodajże jedynym niegatunkowym dokonaniem w całym jego dorobku. "Elvis" to doskonale przeciętny dramat telewizyjny (pełen potknięć i nieścisłości), który jednak swego czasu zyskał uznanie w oczach zarówno widzów, jak i krytyków. Spora w tym zasługa Kurta Russella (z którym Carpenter stworzy później swoje najlepsze filmy), odgrywającego postać Presleya z taką brawurą, że jeszcze nie raz powróci ona w jego karierze, w taki (dubbing w "Forrescie Gumpie") czy inny ("3000 mil do Graceland") sposób.
O WYDANIACH
Z wymienionych filmów, największej ilości wznowień i reedycji doczekało się rzecz jasna "Halloween", z których osobiście polecam 30th Anniversary Commemorative Edition (combo dvd + blu-ray) - pakiet zawiera 6 płyt, w tym trzy wersje pierwszego "Halloween" - kinową, reżyserską i telewizyjną, część 4 i 5 serii, świetny pełnometrażowy dokument "25 Years of Terror" i całą masę dodatków.* Całość w pudełku z... gumową maską. Satysfakcjonujące wydanie ma też "Atak na posterunek 13", które zawiera m.in. reżyserski komentarz i wywiady z twórcami. "Ciemną gwiazdę" można z kolei dostać w wersji reżyserskiej, która różni się nieco od kinowej (tu wycięto, tam poprawiono, itp.), ale za to bez ciekawych suplementów. Najskromniejszych edycji doczekały się filmy telewizyjne Carpentera - "Ktoś mnie obserwuje!" (w dodatkach wywiad z reżyserem) i "Elvis".
W Polsce swego czasu na dvd wydany został tylko... "Atak na posterunek 13".
* dwa minusy - brak drugiej płyty z releasu "25 Years of Terror" i paru fajnych rzeczy z poprzedniej, 25th Anniversary Edition.
środa, 24 listopada 2010
Ulubione sceny filmowe #8
Przypadek #8: Łatwa dziewczyna. W piątek film wchodzi do kin. Dlaczego warto go obejrzeć, piszę TUTAJ. Powyżej jedna z początkowych scen, która zdobyła mnie z marszu - Emma Stone to prawdziwy huragan. Energii, seksu, humoru.
wtorek, 23 listopada 2010
Białe kruki: TRON - 20th Anniversary Collector's Edition
| FILM |
| (TRON) 1982, USA. Sci-fi. 96' Reżyseria i scenariusz: Steven Lisberger. Obsada: Jeff Bridges, Bruce Boxleitner, David Warner, Cindy Morgan. Zdjęcia: Bruce Logan. Muzyka: Wendy Carlos. |
"TRONa" jednak zbyt szybko się nie doczekamy. Film jednorazowo wyświetlono przed paroma miesiącami w parku tematycznym Disneya i... tyle. Zero dalszych planów, zero informacji. Czyżby zgromadzeni na sali widzowie śmiali się do rozpuku? Teoretycznie nie powinno to nikogo zdziwić. Twór Stevena Lisbergera jest owocem swoich czasów, który w oczach dzisiejszego widza dawno już zgnił. A podniesienie go do formatu HD... cóż, mogłoby tylko wyostrzyć jego słabości, których - przy całej kultowej otoczce - mu nie brakuje. W tym kontekście niewypuszczanie oryginału przed kinową premierą "Dziedzictwa" wydaje się całkiem rozsądne - archaiczna grafika komputerowa potrafiłaby zniechęcić nie jednego miłośnika formatu 3D.
| WYDANIE DVD/BLU |
| (20th Anniversary Two-Disc Collector's Edition) 2002 Obraz: 2.20:1 Dźwięk: angielski 5.1 Napisy: angielskie, francuskie, hiszpańskie Dodatki: Commentary by Steve Lisberger, Donald Kushner, Harrison Ellenshaw and Richard Taylor, The Making of TRON (88:17), Deleted scenes (with introduction), Still galleries, Storyboard-to-screen comparisons, Early computer graphic demos, Alternate music cues, Trailers Dostępność w Polsce: Tak (Out of print) |
poniedziałek, 22 listopada 2010
Seks w wielkim mieście 2 (2010) i inne recenzje blu/dvd
[blu] Seks w wielkim mieście 2 (2010) - film * ; wydanie ***
"(...) Totalna katastrofa. Michael Patrick King potrzebował tylko (choć podczas oglądania jest to "aż") 146 minut, by ostatecznie pogrzebać wszystko, o co realizowany przez sześć lat serial walczył. O ile pierwszy kinowy "Seks..." wypadało uznać za przykrą wpadkę lub po prostu nieudany powrót, drugi jest li tylko bezczelnym i nieodwracalnym dla telewizyjnego oryginału żerowaniem na jego franczyzie. Tutaj nikt już nie udaje - chodzi przede wszystkim o kasę. Seksualne wyzwolenie, kulturowa prowokacja, satyra na mieszczańską obyczajowość? Wszystko to idzie w odstawkę, co potwierdza już skrząca się diamentami czcionka w czołówce filmu. Liczy się blichtr. Grunt, by zrobić odpowiednie zbliżenie na złote szpilki od Vuittona i zapłakać nad plamą na kremowej sukience Valentino.
(...)
Na płycie Blu-ray znajdziemy sporo dodatków (na dvd nie ma ich w ogóle). Zacząć warto od komentarza reżyserskiego, który stanowi najbardziej kompetentny materiał w całym wydaniu. Michael Patrick King skupia się na najistotniejszych zagadnieniach swojego filmu, od wspomnień z planu, po szczegóły techniczne. Dalej czekają na nas dwa prowadzone przez niego materiały typu sit'n'chat. Przez dwa lata może zdarzyć się tak wiele (26:02) to rozmowa reżysera z Sarah Jessicą Parker, w której oboje wspominają pracę nad filmem, z kolei w Mężczyznach Seksu w wielkim mieście (28:46) Kingowi towarzyszy Mario Cantone, chętnie rozpamiętujący postacie kochanków, którzy pojawili się w serialu (nie filmie!) na przestrzeni jego sześcioletniej realizacji. Oba materiały, podobnie jak sam film, są dość sztuczne i wymuszone w swym niezobowiązującym, quasi-obrazoburczym podejściu do tematu, co bolesne jest o tyle, że trwają łącznie prawie godzinę. (...)"
Całość znajdziecie TUTAJ. Poniżej zaś odnośniki do recenzji:
[blu] Koszmar z ulicy Wiązów (2010) - film *** ; wydanie ***
[dvd] Instynkt wilka (2007-08) - filmy **** ; wydanie *
[dvd] Kwiat pustyni (2009) - film ** ; wydanie *
[dvd] I Love You Phillip Morris - film **** ; wydanie **
[dvd] Czwarty stopień - film * ; wydanie *
wtorek, 16 listopada 2010
Wejście smoka (30th Anniversary Edition)

| O FILMIE |
| (Enter the Dragon) 1973, USA. Kino akcji. 98' Reżyseria: Robert Clouse. Scenariusz: Michael Allin. Obsada: Bruce Lee, John Saxon, Jim Kelly, Kieh Shih, Bolo Yeung. Zdjęcia: Gil Hubbs Muzyka: Lalo Schifrin |
"Wejście smoka" nie jest jednak jego szczytowym osiągnięciem. Wręcz przeciwnie, w pewnym stopniu sprzeniewierza się talentowi i ambicjom Lee, a dla niektórych jest wręcz objawem jego próżności. Zafascynowani talentem chińskiego zabijaki Amerykanie zdecydowali się na realizację filmu akurat w chwili, gdy Lee kręcił w Hongkongu swoje niedoszłe opus magnum - "Grę śmierci". Skuszony perspektywą zaistnienia w Hollywood ("Wejście..." miało być pierwszą mainstreamową produkcją z azjatyckim aktorem w roli głównej), przerwał prace nad swoim filmem. Do wymarzonego projektu nigdy nie powrócił* - krótko po ukończeniu zdjęć do "Wejścia smoka" zmarł. Gdy trzy i pół tygodnia później, w kontrowersyjnych okolicznościach (pojawiły się pogłoski, że za śmierć Lee odpowiadają chińskie triady) film wszedł na ekrany, publiczność oszalała.
Dlaczego? Tego dowiecie się z dwupłytowego wydania "Wejścia...", wypuszczonego przed siedmioma laty z okazji 30 rocznicy jego powstania. Sam film, wbrew pozorom, odpowiedzi na pytanie o istotę fenomenu Lee nie udziela. Jego udział w pierwszym - jak podkreśla się w niemal każdym zwiastunie - wyprodukowanym przez hollywoodzkie studio filmie kung fu jest cokolwiek... niespełniony. Producenci "Wejścia...", pełni niewiary w komercyjny potencjał znanego wówczas głównie na dalekim wschodzie aktora, dali mu wsparcie w postaci telewizyjnego bożka Johna Saxona i wschodzącej gwiazdy kina blaxploitation Jima Kelly'ego. Zupełnie niepotrzebnie - hipnotyzująca persona Bruce'a zepchnęła ich do roli drugoplanowych wyrobników.
Więcej o kulisach powstania samego filmu dowiecie się ze standardowego komentarza i półgodzinnego making of - oba nagrane z okazji trzydziestolecia "Wejścia...", zbudowane na zasadzie ciągu wspomnieniowych anegdotek. W komentarzu posłuchać możemy wywodów producenta Paula Hellera (z gościnnym udziałem scenarzysty Michaela Allina), w dokumencie zaś towarzyszą im m.in. John Saxon, kompozytor Lalo Schifrin, przyjaciel Lee James Coburn, karateka Robert Wall (w filmie grał rolę opryszka O'Hary) czy Sammo Hung Kam Bo.
| WYDANIE DVD/BLU |
| (30th Anniversary Two-Disc Special Edition) 2003 - dvd, 2007 - blu-ray, Warner Home Video Obraz: 2.40:1 Dźwięk: angielski 5.1, francuski, włoski 1.0 Napisy: angielskie, francuskie, włoskie, niemieckie, hiszpańskie, arabskie, bułgarskie, rumuńskie, holenderskie Dodatki: Commentary by Paul Heller, Blood and Steel: Making of 'Enter the Dragon' (30'13), Bruce Lee: In His Own Words (19'20), Linda Lee Cadwell interview gallery (16'04), 1973 featurette (07'39), Backyard workout with Bruce (01'53), Curse of the Dragon (87'27), Bruce Lee: A Warrior's Journey (99'58), Theatrical trailers (03'27), TV spots (05'45) Dostępność w Polsce: Tak |
Najciekawsze materiały tego wydania nie dotyczą jednak filmu, a samego Bruce'a. Znajdziecie wśród nich 20-minutowy mini-dokument "Bruce Lee: In His Own Words" zawierający miks jego archiwalnych wypowiedzi, niewiele krótszy wywiad z jego ówczesną żoną Lindą Lee Cadwell, a także krótki reportaż z czasów premiery filmu i prawdziwy skarb - amatorski materiał przedstawiający Bruce'a rozgrzewającego się we własnym ogródku.
Właściwą esencją wydania są dwa pełnometrażowe dokumenty zawarte na bonusowej płycie. Pierwszy z nich, "Curse of the Dragon" (1993), to typowy, ale i kompetentny materiał biograficzny 'od A do Z', składający się z wyczerpujących wywiadów z przyjaciółmi, współpracownikami i rodziną (syn Brandon zdążył nagrać swoje wypowiedzi na krótko przed tragiczną śmiercią). Drugi dokument sięga nieco dalej, głębiej. "Bruce Lee: A Warrior's Journey" (2000) skupia się na ostatnich latach życia chińskiego gwiazdora, przybliża filozofię jaką się kierował, ale przede wszystkim obrazuje skomplikowany i zaawansowany proces realizacji nieukończonej przez niego "Gry śmierci".
Ukoronowaniem filmu jest profesjonalny, wcześniej nieprezentowany montaż przeszło 30 minut nakręconego przez Lee materiału, zrealizowany w miarę możliwości (poszczególne fragmenty różnią się jakością obrazu, językiem - kantoński vs. angielski dubbing, mają dźwięk lub nie) i według długo poszukiwanych i skrzętnie studiowanych wskazówek samego autora. Powstała rzecz unikalna - blisko półgodzinna sekwencja finałowa "Gry śmierci", swego rodzaju director's cut filmu, który niedługo później trafił w zachłanne łapska hollywoodzkich producentów. Must-see, must-have.
Recenzowane wydanie pochodzi z Wielkiej Brytanii, ale jest dostępne także w Polsce.
Film pojawił się na dvd i blu-rayu, bez różnic w specyfikacji czy dodatkach.
* - kilka lat po jego śmierci podjęto decyzję o dokończeniu filmu; w haniebny sposób wykorzystano 11 ze 100 minut nakręconego przez Lee materiału, wykrzywiając tym samym fabularny i ideologiczny koncept całości, a jego samego zastąpiono dublerami, sztuczkami montażowymi i... wycinankami z dykty
Zmiany, zmiany, zmiany...
Nadal będę linkował tu odnośniki do zewnętrznych publikacji i zamieszczał teksty "od siebie", ale coraz częściej zamiast na stronie głównej - w zakładkach u góry. Istotną częścią bloga stanie się za to tematyka dvd/blu-ray. "Z górnej półki" wróci tym samym do swoich pierwotnych założeń - na początku 2009, gdy po raz pierwszy pomyślałem o własnym blogu, pełnić miał on funkcję platformy dla recenzji zagranicznych, niedostępnych w Polsce wydań wartych uwagi filmów - zarówno tych wielkich, jak i mniejszych, szerzej nieznanych.
Wszystkich, którzy obawiają się w tym kontekście zalewu technicznego bełkotu, informuję, że w dalszym ciągu nacisk kładł będę na same filmy, ew. zawarty w danym wydaniu materiał dodatkowy. Szczegółowa specyfikacja dźwięku czy obrazu - póki dorównuje przyjętym normom - traktowana będzi marginalnie. Sporo miejsca będę poświęcał wydaniom zagranicznym, ale - w stopniu zależnym od rozwoju zapowiadanego wyżej projektu - znajdę też czas, by przyglądać się naszemu mocno zacofanemu rynkowi.
Chciałbym, by z czasem blog ten przekształcił się w rzetelne źródło informacji o rynku dvd/blu-ray, zarówno amerykańskim, brytyjskim, jak i polskim (co istotne o tyle, że owego źródła w naszym kraju właściwie nie ma). Na to jednak potrzeba trochę mojego czasu i pracy oraz Waszej cierpliwości. Zapaleńców i wszystkich zainteresowanych tematyką zachęcam do przesyłania na adres e-mail sugestii dotyczących rozwoju strony.
czwartek, 11 listopada 2010
Notatnik filmowy: Tatuaż (2003) ***

Prawdziwy topór obusieczny. Jane Campion ukazuje mężczyzn takich, jakimi chcą ich widzieć feministki-szowinistki - obsesyjnych, impulsywnych, skupionych na swych żądzach. W tym samym czasie portretuje główną bohaterkę tak, jak owi mężczyźni chcieliby z kolei widzieć ją - jej seksualne przebudzenie zdaje się wynikać z "kurewskiej natury", jak powiedziałby jeden z bohaterów filmu, nie z braku sensualnych bodźców. Campion ostro szarżuje, zahaczając w "Tatuażu" o typowy błąd rozfeminizowanych reżyserek pokroju Catherine Breillat - manifest płci utożsamia z przekraczaniem obyczajowych barier. Nie tylko oszpeca i rozbiera grzeczną Meg Ryan, ale też zmusza ją do oglądania fellatio, jakiego nie powstydziłby się Vincent Gallo.
Ryan to nieoczywisty wybór. Urokliwa blondyneczka z komedii romantycznych o usposobieniu dziewczyny z sąsiedztwa budzi się w świecie, który mógłby stanowić niegodziwą alternatywę dla krainy Oz. Nowy Jork widziany oczami jej bohaterki, to obrosła miejskimi legendami kraina moralnego upadku, której istnienia nigdy jednoznacznie nie dowiedziono. Obskurne knajpy, ciemne zaułki, zarzygane klatki. Duszność, ciasnota i nieustanne zagrożenie. Nie zaśniesz spokojnie, bo być może pod Twoim oknem ktoś ćwiartuje właśnie zwłoki. Campion fantazjuje na temat świata zmitologizowanego przez Scorsese, De Palmę i komiksy Marvela, świadomie decydując się na pewną jego umowność.
W podobny sposób traktuje zresztą fabułę - wątłą i pretekstową, osadzoną w niezobowiązujących (do czasu!) realiach typowego slashera. Ale wrzucona do takiego świata bohaterka nie jest bynajmniej królową gimnazjalnego balu. Na zmęczonej, często pozbawionej makijażu twarzy Meg Ryan odciska się życiowa frustracja. Grana przez nią Frannie skrywa swoje lęki i pragnienia pod maską nauczycielki angielskiego - w swej nudnej fryzurze i nietrafionych okularach do czytania wygląda zupełnie zwyczajnie. A jednak, pod tą niepozorną powierzchownością kryje się niecierpliwa obserwatorka, głodna życia, głodna wrażeń. Na drugą stronę lustra przechodzi z własnej woli.
Mężczyźni są w tej posępnej Krainie Czarów niczym horda bezpańskich psów - błąkają się po okolicy, węsząc za swoją suką. Frannie jest dla nich łatwym celem. Potrzebują jej, by przełamać własne seksualne frustracje, dać upust żądzom, zdominować. Ich wzajemne relacje są czysto roszczeniowe, w żaden sposób nie przekładają się na uczucia. To swego rodzaju układ - świadome upodlenie w zamian za poczucie dominacji. W tym parszywym świecie nic innego się nie liczy. A może jednak? Campion wykazuje wiarę.
Frannie szuka własnej ekspresji od dawna, ale zażyła - i ukazana przez Campion za pomocą subtelnych impresji - relacja z siostrą (Jennifer Jason Leigh) uśpiła jej pragnienia na długie lata. Gdy w końcu na jej drodze pojawia się detektyw Malloy (Mark Ruffalo - prawdziwy kameleon), gbur i twardziel, ale jednocześnie wrażliwiec zamknięty w swej skorupie, autodestrukcja okazuje się ostatnią, desperacką próbą manifestacji własnych potrzeb.
Frannie i Malloy różnią się na płaszczyznach tak wielu, że w idealnym świecie nigdy by na siebie nie spojrzeli. Tu jednak, w mitycznym Nowym Jorku, ich drogi się krzyżują. Proste porozumienie wbrew zdrowemu rozsądkowi staje się iskierką nadziei. Szansą. Czyżbyśmy tak desperacko gonili za spełnieniem, że stało się ono wartością samą w sobie? Przez Campion przemawia względny cynizm, ale świadomość, że oto film schlebia staroświeckiemu (może nieco naiwnemu) przekonaniu, iż każdy - niezależnie od przybranej maski - potrzebuje bliskości drugiego człowieka, jest dziwnie kojąca.
wtorek, 9 listopada 2010
Amerykanin (2010) **

"(...) By oddzielić właściwą ułomność "Amerykanina" od tej powierzchownej, czysto odruchowej, wypada przyjrzeć się definicji filmowej nudy. Ta właściwa, zamierzona, nigdy nie ulega monotonii. Na ekranie zyskuje wymiar epicki, staje się niecierpliwą celebracją najmniejszych gestów, siedliskiem podskórnych emocji. Gdy Alain Delon przesiadywał w swym mieszkaniu w "Samuraju" Jean-Pierre'a Melville'a, jego introwertyczne zawieszenie miało wymiar egzystencjalny; gdy mierzył się ze swoim przeznaczeniem, dokonywał aktu autodestrukcji. Delon stał przed nami jako wytrawny artysta w swym fachu, wojownik, który - jak wskazywał tytuł - jedną miał tylko lukę w swym szczelnym pancerzu - miłość. George Clooney dzieli w "Amerykaninie" jego troski, ale w jednym się różni - jest tyko rzemieślnikiem, brak mu odwagi, by spojrzeć swemu przeznaczeniu w oczy. (...)"
Cały tekst TUTAJ, a na podstronie bloga znajdziecie zajawki opublikowanych w międzyczasie w Stopklatce, Hiro i WP recenzji: "Hej, skarbie", "Piły 3D", "Wygrać miłość", "Skrzydlatych świń", "Paranormal Activity" i "Podaj mi dłoń".




















