Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 stycznia 2013

7 ulubionych komiksów 2012


Nie jestem pewien, czy przeczytałem wystarczającą ilość albumów i czy w ogóle mam ku temu odpowiednie kompetencje, dlatego zamiast tworzyć jakąś wielce kontrowersyjną listę najlepszych komiksów minionego roku, postanowiłem wyszczególnić te, które - po prostu - najbardziej mi się podobały.

Kolejność przypadkowa. 


Bez końca

Gdyby William S. Burroughs tworzył komiksy, wyglądałyby pewnie tak, jak ten. Znakomity debiut Pawła Garwola i Romana Lipczyńskiego splata w sobie obsesyjne przywiązanie do detalu i paranoje wynikające z codziennej rutyny, ale jednocześnie jest to twór autonomiczny, zatopiony w tłumionych lękach pokolenia dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestoparolatków. Dla mnie debiut roku.


Rozmówki polsko-angielskie

Autobiograficzny cykl anegdot zarobkowych z Wielkiej Brytanii, gdzie debiutująca tym komiksem Agata Wawryniuk udała się przed laty z przyjaciółmi. Czasem bywa śmiesznie, czasem strasznie, ale niczego nie dyktuje tu - w przeciwieństwie do kilku głośniejszych rozliczeniówek tego typu - żal czy złość. Wspaniałe są za to detale - Wawryniuk celnie i sumiennie, choć rzadko w krzykliwy sposób, tropi absurdy brytyjskiego rynku pracy i polskiej nań inwazji, a pomysłowe kadry często służą jej za zręczną metaforę. Gdyby w Polsce istniał komiks "środka" (bo nie oszukujmy się, to u nas wciąż ekskluzywna, kulturalna nisza), tak właśnie mógłby wyglądać.

niedziela, 4 listopada 2012

Weekendowa rupieciarnia #1


Z trzech październikowych premier komiksowych Kultury Gniewu, "Nest" Marka Turka i "Wszystko zajęte" Marcina Podolca są tymi mniej przystępnymi i słabiej promowanymi pozycjami, siłą rzeczy przesuniętymi w cień przez przebojowe "Rozmówki polsko-angielskie" Agaty Wawryniuk. Albumy Turka i Podolca okazują się lekturą nieco bardziej hermetyczną - nie tylko zamkniętą w swoim ściśle określonym koncepcie, ale wręcz niechętnie otwierającą się na przygodnego czytelnika. Zrozumieć je w pełni, to powrócić do nich więcej niż raz i wyłapać niuanse, które dotąd pozostawały w ukryciu. 

Takie jest zwłaszcza "Wszystko zajęte", obyczajowa opowieść o dwóch braciach prowadzących zakład pogrzebowy. Historia ich relacji ze sobą i innymi ludźmi utkana jest z dziesiątek pustych kadrów i niezbyt wielu słów, które raz układają się w logicznie spójną całość, kiedy indziej zaś stanowią pretekst, by wpisać część wydarzeń w nierzeczywisty nawias. Ale bez względu na to, na jaką interpretację się zdecydujemy, komiks Podolca będzie gorzką, wypełnioną silnymi doznaniami opowieścią o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, który nie funkcjonuje zgodnie z wpojonymi nam zasadami. Czy dlatego, że każdy stosuje w nim swoje własne?

"Wszystko zajęte" to gęsta plątanina emocji, spośród których na pierwszy plan wysuwa się niespełnienie, potrafiące sprowadzić na ziemię w najbardziej nieoczekiwanych chwilach. Autor podchodzi jednak do wymowy swojego dzieła 
z pewną nonszalancją i przewrotnością, już w króciutkim wprowadzeniu zaznaczając, że na pewno wiedział jedno: co by się nie działo, na końcu jego bohater (ten ważniejszy z dwóch braci) będzie się uśmiechał.